galeria zdjęć

 

Ktoś powie: "Tatry to kamienie, kamienie i nic poza tym", a ja je kocham. Za co je kocham?? Dają mi spokój, odprężenie, nauczyły pokory i pozwalają przenieść się w inny świat, w świat bezproblemowy... w świat tatrzańskiej bajki.... Wracam do nich..... i będę wracać dopóki starczy sił....

MOK Jordanów nie próżnuje. Dziś tj. 15 lipca 2018 r ruszamy w Tatry słowackie na Koprowy Szczyt dosyć licznie, bo dużym autokarem i pod opieką przewodników  Andrzeja i Zenona.  Na wstępie gromkimi brawami nagradzamy zdobywców Grand Paradiso i Mont Blanc. To Małgosia, Marek, Konrad, Rysio, Zbyszek i Piotr. Jesteśmy z nich dumni i pełni uznania. Tradycyjnym traktem podążamy przez Jurgów, Ździar, Tatrzańską Łomnicę do Szczyrbskiego Jeziora. Nieśmiało próbuje zza chmur wydostać sie słońce a po przekroczeniu granicy dostrzegamy w chmurach Tatry Bielskie a dalej Wysokie. Nastroje są  dobre i nawet przewodnik pozwolił Nam dosypiać. Marsz rozpoczynamy od Szczyrbskiego Jeziora /1320 mnpm/. Spacerowo podążamy za czerwonymi znakami tzw. magistralą  w kierunku Popradzkiego Stawu, wzdłuż płynącego w dole Potoku Mięguszowieckiego. Łączy się on z Potokiem Krupa, tworząc początek rzeki Poprad. Podziwiamy początek Grani Baszt , Osterwę, Tępą kawałek Doliny Złomisk. Tu zginął słynny taternik Władysław Cywiński podczas wspinaczki na północno-zachodniej ścianie Tępej w Dolinie Złomisk w 2013r. Nad Popradzkim Stawem /1500mnpm/ znajdują się tu dwa obiekty: starsze schronisko  i bardziej nowoczesna Mallathova Chata. Góruje Osterwa z zakosami, a pod nią biegnie ścieżka do Symbolicznego Cmentarza. Wody stawu zmieniają kolor w zależności od słońca i chmur. Czas na krótkie i obfite śniadanie. Ruszamy…Prowadzą  Nas niebieskie znaki w górę przez różnorodny las i szlak jest mokry po nocnych deszczach. Przekraczamy mostek na Żabim Potoku i podążamy w głąb  Doliny Mięguszowieckiej wzdłuż potoku Hińczowego i kosodrzewin. Widzimy stanowiska dorodnej limby. Jest i odgałęzienie czerwonych znaków na Rysy. Podziwiamy po drodze Grań Basz Szatanem i dostojne Mięgusze. Rysy toną  w chmurach, które co jakiś czas przewalają się na inne szczyty. Widzimy też turystów idących w kierunku Rysów. Przewodnicy nawiązują do olbrzymiej lawiny, która w 1974r porwała 27 osób i 12 osób nie przeżyło. Wyżej słychać gwizdy świstaków i dane Nam jest podziwiać ogrody kwiatowe. To miłosna górska, starzec, dzwonki alpejskie, tojady, ostróżki i nawet jastrzębiec pomarańczowy. W dniu dzisiejszym na szlaku tłoczno, bo i pogoda dobra. Wprawdzie chmury przelewają się górą ale dosyć mocny wiatr je przegania i momentami mamy lazur nieba. Idziemy dalej w górę nieregularnymi zakosami do Doliny Hińczowej. Na wielkim tarasie mijamy dwa małe Hińczowe Oka, dochodząc do Wielkiego Hińczowego Stawu /1945mnpm/. Jest to największy /20 ha/ i najwyżej położony staw w Tatrach  Słowackich /551m wyżej od Morskiego Oka/. A otoczenie to rewelacja: dostojne Mięgusze z Przełęczą  Pod Chłopkiem, Kopa Popradzka, nasz cel - Koprowy, Grań Baszt. Nie zatrzymujemy się na popas, bo zachmurzyło się i zaczął kropić deszcz. Dalej przez bulę przechodzimy obok Małego Hińczowego Stawu, by najpierw po kamienistych piargach, a wyżej wygodnymi zakosami wspiąć się na Wyżnią Koprową Przełęcz /2180mnpm/. Po złapaniu oddechu ruszamy do ataku na szczyt. Stąd za czerwonymi znakami po wielkich kamienistych rumowiskach, prawie 200m w pionie trenujemy troszkę elementy wspinaczki. Wieje zimny  i porywisty wiatr, więc zakładamy skafandry. Ale też w nagrodę za samozaparcie wychodzi słońce. Momentami wyrównując oddech, podziwiamy boskie widoki. Poprzez pośrednie Koprowe Ramię , wchodzimy przed godz. 13-ą na Koprowy Wierch / 2363mnpm/. Panorama jest powalająca. Nasza grupa stanowi tłum na szczycie, który z zachwytem ogląda wielki świat gór mając niemal je u stóp… Podziwiamy Mur Hrubego, z tyłu Krywań, Furkot, Bystrą Ławkę z Soliskami, otoczenie Doliny Piątki, Cubrynę, Mięgusze, Rysy, Wysoką, Kończystą. Niestety Orla jest w chmurach. Natomiast tez widzimy Kopy Liptowskie. A w dole w Dolinie Piarżystej dwa Stawy Ciemnosmreczyńskie, o których pisał Kasprowicz:  „ W ciemnosmreczyńskich    skał zwaliska, Gdzie pawiookie drzemią stawy, Krzak dzikiej róży pąs swój krwawy Na plamy szarych złomów ciska…” . Niestety co rusz nachodzi wielka mgła i przysłania widoki. A pod nami górne piętra Dolin Hlińskiej i Piarżystej oraz Kocioł Hińczowy. Tradycyjne  gratulacje od przewodnika i Rysiowe ciacho. Fascynacja widokowa nie może trwać bez końca, wiec po sesjach foto i z trudem zrobionej grupówce schodzimy  w dół. I tak zabawiliśmy tu dość długo. Wracamy tą samą trasą. Odpoczywamy dopiero nad Hińczowym Stawem dzieląc się wrażeniami . Potem wędrujemy do rozdroża znaków i dalej drogą asfaltową do stacji elektriczki. W dniu dzisiejszym przeszliśmy około 20 km przy przewyższeniu powyżej 1100m. Nasuwa mi się refleksja: większość turystów wybiera Rysy nie wiedząc ile tracą pomijając ten szczyt. Dotarcie tak wysoko, blisko nieba to taki stan, gdzie doznaje się jakiegoś dziwnego oczyszczenia, dusza staje się lżejsza a ciało pozbawione wypoconych toksyn. Ta wielka przestrzeń, to potęga energii i  tak to odbieram. Pozytywna energia zostawionej przez tych, którzy   w górach zostali… Tutaj, wysoko tę energię można czerpać i korzystać z niej na nizinach między kolejnymi wyjściami w góry. Tak liczna grupa a jakże była sprawna i zdyscyplinowana. Dzięki Wam też za to. Oczywista rzeczywistość oddana jest w fotkach, więc zapraszam do galerii zdjęć. Z górskim pozdrowieniem.   Jasia Filipek

 

 

 

 

 

       galeria zdjęć 

 

Można mieć swoje ulubione góry, ale z całą stanowczością warto zaglądać też od czasu do czasu w inne i nie zamykać się w świecie tatrzańskiego granitu

         Jeszcze noc panuje nad Jordanowem , bo to piąta rano w dniu 07 października 2018r. Grupa turystów MOK Jordanów wyrusza w góry. Dziś planowaliśmy Wielki Krywań w Tatrach Słowackich, ale warunki tam panujące były nie sprzyjające. Więc przewodnicy zaproponowali wariant zastępczy - Wielką Fatrę. Przez Chyżne, Dolny Kubin, Rużemberok zdążaliśmy  do Revucy Wyżnej - małej liptowskiej wioski. Dosypialiśmy przez dwie godziny, by rześko wyruszyć na szlak. Rewuca powitała kolorami jesieni i niewielkim zachmurzeniem. Marsz rozpoczęliśmy od Hajabaczki podążając Suchą Doliną za zielonymi znakami. Wprawdzie kolory jesieni z braku słońca i występujące w lesie mgły wyglądały na „przybladłe”, ale odczucie jesieni było pełne. Stąpaliśmy po usłanej liśćmi drodze wzdłuż potoku Revuca. Wznosimy się coraz wyżej, najpierw mieszanym lasem, potem poprzez trawiaste hale aż do źródeł potoku. Były już widoczne szczyty Wielkiej Fatry , gdzieś z boku próbowało przedrzeć się słońce. Czas na regenerację sił, bo przewodnik Zenek prowadził Nas dziś aż do źródeł „na głoda”. Dalej po brązowych trawach i borowinie osiągnęliśmy Rybovskie Sedlo -1317mnpm, które dzieli Kriżną od masywu Zvolenia. Pierwsze skojarzenie to podobieństwo szczytów Wielkiej Fatry do Bieszczadów. Okrągłe, rozdzielone płaskimi przełęczami szczyty, olbrzymie kolorowe hale. Ale są to góry faktycznie inne, choć klimat wędrowania ma tutaj w sobie coś z uroku przemierzania naszych połonin. Zbudowane są głównie z granitów i wapieni, pokryte lasami i halami  z porozrzucanymi dolomitowymi skałkami. Przed nami szczyt z masztami Krizna. Zbocza są lawiniaste i przewodnik nawiązał do wydarzenia z 1924r, gdzie lawina zasypała osadę. Byliśmy już na czerwonym, graniowym szlaku. Monotonnie podążaliśmy dalej i wyżej. Zdobywamy Kriznom-1574mnpm. Znajduje się tu ogrodzony obiekt wojskowy z przekaźnikiem. Świadomie jesteśmy w sercu pięknych gór, lecz trochę zamglonych i co nieco tajemniczych. Pod Nami Dolina Turecka, momentami widoczne zarysy Bańskiej Bystrzycy i Góry Staroholskie z Kremnickimi Wierchami. A okręcając się w dole Dolina Sucha, Rejon Zvolenia i Tatry Niżne. Dalej wędrujemy granią i popycha Nas wiatr .Nawet omal nie podeptaliśmy lodowego bałwanka na szlaku. Mieliśmy też i słońce, wówczas panoramy wyostrzały się przy jesiennych barwach. Zdobyliśmy Frickov -1585mnpm,by z niego podziwiać skalna Fatrę i Salatyn oraz grań Ostrego Berda, które oddziela Dolinę Suchą od Doliny Zielonej, Potem osiągnęliśmy blisko położone dwa szczyty Ostredoków- 1596mnpm i 1592mnpm, najwyższe w Wielkiej Fatrze.A, że dziś zabrakło Rysia to i grupa postarała się, by podtrzymać ciasteczkowe tradycje. Spoglądaliśmy na skalisty Suchy, Ploskę i Borisova. W oddali niestety już nie widać miasta Martin ani Martińskich Holi oraz Małej Fatry. Schodzimy w dół trawersując Suchy Wierch i mijając porozrzucane wapienne skałki. Tu dostrzegliśmy jeszcze schronisko pod Borisovem. Wstąpiliśmy do szałasu pod Suchym na krótki odpoczynek. Nie zabawialiśmy na grani, bo aura była zagadką. Idąc dalej kluczyliśmy wśród buków i skałek , trochę w górę i potem w dół, aby dojść do Koniarek -  1399mnpm. Pięknie prezentowała się Ploska, Borisow i Niżne Tatry. Zeszliśmy na Chyżki - 1340mnpm, by zerknąć na kawałek przedeptanej trasy i jeszcze podziwiać już podświetlone słońcem kolory jesieni. Minęliśmy kolejny szałas, by za żółtymi znakami schodzić Doliną Zieloną do Revucy. Urok tych gór i dolin jest niesamowity, ale tym razem nie było owiec na halach i tylko spotkaliśmy pojedyncze okazy „zimowita”. I jak do tej pory rejon ten skutecznie opiera się komercji i wielkim inwestycjom. Ruch turystyczny jest niewielki i to jest piękne. W dniu dzisiejszym pokonaliśmy 21 km i ok. 1100m przewyższenia. Mogliśmy też w drodze powrotnej rzucić okiem na ruiny Likavskiego zamku oraz Orawskie zamki. Dziękuję „grupo” za fantastyczna atmosferę  i zapraszam do obejrzenia fotek w galerii.

                                                                                           Jasia Filipek

Podkategorie