Drukuj
Odsłony: 691

 

       galeria zdjęć 

 

             

"Góry dają wszystkim to, o czym marzą: poczucie wartości, ukojenie, nasycenie, rozrywkę i natchnienie. Oduczają przywar, wypełniają nudę i pustkę otuchą i nadzieją."……

„ Do trzech razy sztuka”!  W niedzielę 21 października 2018r, /godz.5.00/ ruszyliśmy w Tatry Słowackie z MOK Jordanów. A, że aura nie była łaskawa i narodowa góra Słowaków nie chciała gości przez dwa poprzednie podejścia postanowiliśmy zrealizować plan zastępczy czyli Rakuską Czubę W dodatku dziś miało być szybkie wyjście, aby zdążyć na wybory. Tradycyjnie przez Jurgów, Ździar jechaliśmy do Szczyrbskiego Jeziora. Zalegające ciemności pozwoliły Nam drzemkę. Po przewinięciu się na słowacką stronę już dostrzegliśmy pobielone szczyty Tatr Bielskich. Natomiast dalej nie do wiary! błękit nieba i oświetlone szczyty Tatr Wysokich z Gerlachem. Pojedyncze chmurki czuwały na szczytach. No i cóż spontanicznie zapadła decyzja o próbie osiągnięcia najwyższego szczytu Tatr Liptowskich - Krivania.
Wędrówkę rozpoczęliśmy od Szczyrbskiego Jeziora -1346mnpm. Nie zabawialiśmy długo: szybka grupowa fotka, krótka panorama tj. Grań Soliska, przez którą przebiega główny wododział europejski, Szatana w Grani Baszt i Dolina Młynicka z nitką wodospadu Skok. Jest słoneczna pogoda. Za czerwonymi znakami - magistralą, podchodząc lekko, prawie niezauważalnie w górę lasem, by przez Furkotny Potok i Biały Wag /tu ma początek Wag/ dojść nad Jamski Staw/1447mnpm /. Mieliśmy krótki czas na wsparcie energetyczne. Dalej kolorowy wężyk ludzki piął sie za niebieskimi znakami wznosząc się w górę, by zakosami wśród traw, kęp smreków i dużej ilości limb, wyjść ponad górną granicę lasu. i tak doszliśmy na trawiasty grzbiet zwanym Nad Pawłową. Zerkaliśmy na Mały Krivań w kolorach późno jesiennych. A za nim odstawał czubek Wielkiego Krivania. Z tyłu za plecami mieliśmy widoki aż po Niżne Tatry i Dolinę Liptovską oraz fragmenty grani Barańca. Łyk ciepłej herbaty i czas dalej w górę. Trawersowaliśmy grzbiet aż do bocznego ramienia Krywania . Przed oczyma mieliśmy potężny Żleb Krywański. Zmienił się krajobraz, skalisto - żwirowe podejście stało się trudniejsze. To iście wysokogórski teren , naszpikowany wgłębieniami po dawnych kopalniach złota. Przy rozstaju pod Krywaniem, 2140 mnpm, doszły znaki zielone z Trzech Studniczek. Na szlaku spotkaliśmy nielicznych turystów. Wzmógł się zimny wiatr i nadciągnęły mgły, które jak firany rozwiewał wiatr. Na Małym Krivaniu- 2334 mnpm kurtki i czapki poszły w ruch. Krótki oddech, bo czas naglił i już spoglądaliśmy na Zielony Staw Ważecki w Dolinie Ważeckiej. Dziś miał odcienie szarości i chwilami błękitu. Grozy dodawała ponad 300 metrowa przepaść. Mieliśmy przed sobą Tatry Niżne, kawałek Szyrbskiego Jeziora i Jamski Staw. Krywań znowu osnuty był mgłą. Zwinęliśmy kijki i nie bacząc na trudności pod nogami tj. stromiznę, piargi, rumowiska i wielkie gołoborza rwaliśmy się w górę, bo zaczął prószyć śnieg.
Przed godz. 12 osiągnęliśmy Krivań – 2494mnpm, narodową górę, którą Słowacy mają w godle. Corocznie oblegana jest przez tłumy małych i dużych. No i za trzecim podejściem w tym roku udało się… ! Tradycyjnie szczyt zaległa mgła i Andrzej miał „przewodnicka pogodę” . A Rysio na szczęście wzmacniał nas ciasteczkami. Wracaliśmy tą samą drogą , czyli jak najkrócej i najszybciej. Przeszliśmy dziś około 19 km , przy 1200 metrowym przewyższeniu. I tym sposobem zakończyliśmy sezon 2018 w Tatrach Słowackich . Grupa jak zwykle zwarta i gotowa na każde wyzwanie. Dziękuję wszystkim za miłą i sympatyczną atmosferę Janina Filipek
                                            foto: Janek