Drukuj
Odsłony: 4121

 

Alpejska przygoda

 Grupa Turystyki Wysokogórskiej działa przy Miejskim Ośrodku Kultury w Jordanowie już od 5 lat.  Podczas wycieczek, które odbywają się regularnie co 2 tygodnie przez cały rok, zrodził się pomysł  zdobycia kolejnych szczytów. W ramach poszerzania horyzontów wybór padł na ferraty w Alpach Włoskich.  Przez ostatnie pół roku z naszym przewodnikiem Andrzejem Bulandą opracowywaliśmy plan  wyprawy, aż w końcu 22 sierpnia nasza 10 osobowa grupa wyjechała do włoskiego miasteczka Cortina, gdzie założyliśmy obóz wypadowy. Oczywiście, aby obniżyć koszty korzystaliśmy z pola namiotowego i własnego wyżywienia przywiezionego z Polski. Nasza wycieczka w pierwszym dniu pobytu   przy pięknej pogodzie  prowadziła malowniczą ferratą „Giovanni Barbara” do wodospadu „Cascate di Fanes”.  Byliśmy oczarowani otaczającymi nas widokami i pięknem przyrody i z niecierpliwością czekaliśmy na kolejny dzień. Po deszczowej nocy spędzonej pod namiotami rankiem z niepokojem patrzyliśmy w niebo, ale na nasze szczęście dzień budził się pogodny, więc ruszyliśmy ochoczo na alpejski podbój  na szczyt  Nuvelau.  Po krótkim odpoczynku  na wysokości 2595m n.p.m.  postanowiliśmy iść dalej na  Averau, który równie sprawnie udało nam się zdobyć.  W kolejnym dniu pobytu pogoda nie była dla nas  łaskawa i zarówno noc jak  i ranek były deszczowe. Na słońce przyszło nam czekać do południa, więc gdy się pokazało czym prędzej zabraliśmy sprzęt i w drogę!!! Przed nami  Piccolo Lagazuoi. Podejście na szczyt było bardzo malownicze, a wiszący most nad kilkudziesięcio metrową przepaścią robił wrażenie. W drodze powrotnej troszkę nas deszczyk pokropił, ale za to przed nami ukazała się przepiękna tęcza tak, że nikt z nas nie narzekał tylko upajaliśmy się przepięknym widokiem.

Czwarty  dzień naszego pobytu 26 sierpnia pogodowo nie różnił się zbytnio od poprzedniego, a więc po porannej dawce deszczu, na zdobycie Col Rossa wybraliśmy się w okolicach godzin południowych. Podeszliśmy pod ferratę Ettore Bovero, która  zrobiła na nas ogromne wrażenie, bo z daleka było widać, że będzie dużo pionowych podejść z ekspozycją na strzelających w górę filarach. Po założeniu sprzętu wspinaczkowego ruszyliśmy ostro w górę. Adrenalina wzrastała w nas w miarę pokonywania trudności wspinaczkowych i wysokości. Na szczycie stanęliśmy po blisko godzinnym wspinaniu i okazało się, że niektórym spodnie w kroku nie wytrzymały od wysoko podnoszonych nóg.  Na szczęście żeńska część grupy  była przygotowana (jak to każda kobieta) na każdą ewentualność i spodnie szybko zostały zszyte i można było schodzić w dół.   Nadszedł ostatni dzień  alpejskiej przygody i tym razem ranek był deszczowy, ale  w samo południe, ujrzeliśmy słoneczne niebo, i szczęśliwi natychmiast ruszyliśmy w góry. Tym razem przed nami ambitne plany i dwa szczyty,  Torre di Toblin i Monte Paterno. Samochodami wyjechaliśmy bardzo krętą  drogą na wysokość ponad 2300m n.p.m. Idąc szlakiem w kierunku wyznaczonego celu, nie mogliśmy się nadziwić  pasącemu się bydłu na wysokości 2400m n.p.m., i co jeszcze dziwniejsze nikt tych liczących 40- 50 sztuk zwierząt nie pilnował! Niektórzy  z niepokojem spoglądali na zbliżające się w naszą stronę pojedyncze sztuki, które ciekawie  nam się przyglądały. Na nasze szczęście po krótkim spotkaniu z byczkiem (ważącym tak na oko z 800 kg) w cztery oczy każdy poszedł w swoją stronę i obyło się bez alpejskiej bijatykiJ. Po osiągnięciu pierwszego szczytu ruszyliśmy jeszcze na ferrate o tej samej nazwie Torre di Toblin, na której stanęliśmy po godzinnej wspinaczce. Niestety zaczął nam towarzyszyć lekki deszczyk, co utrudniało skalne podejścia zarówno w górę jak i w drodze powrotnej. Po dojściu do schroniska szybko zjedliśmy przygotowane rano kanapki i zdecydowaliśmy, że idziemy na Monte Paterno, ponieważ  przestało padać. Góra „strzelała przed nami ostro w chmury i od razu było wiadomo, że podejście wspinaczkowe będzie długie i mozolne. Mieliśmy tylko nadzieję, że pogoda będzie dla nas łaskawa i nie lunie. Podczas podejścia obyło się bez deszczowych niespodzianek i stanęliśmy szczęśliwie na szczycie. W drodze powrotnej nie mieliśmy tyle szczęścia, gdyż  padał marznący deszcz, a na skałach robiło się coraz bardziej ślisko, i  musieliśmy  uważać żeby nie wpaść w poślizg nie kontrolowany. Szczęśliwie najtrudniejsze odcinki wszyscy pokonali nadzwyczaj sprawnie i po kilku godzinach przemoczeni ale szczęśliwi zeszliśmy do schroniska, gdzie zostawiliśmy samochody. 

To były dla każdego z nas wyjątkowe dni spędzone razem i już planujemy podobny wypad w przyszłym roku, bo tego co widzielismy i przeżyliśmy nie sposób zapomnieć. 

alt

Giovanni Barbara 

 

                 nasza baza wypadowa w Cortina d` Ampezzo we Włoszech

 

23.08.13 - dzień pierwszy - Giowanni Barbara - ferrata przy wodospadzie Cascate di Fanes

 

                24.08.13 - dzien drugi - Nuvolau i Averau - ferrata Gusela i Averau

 

25.08.13 - dzień trzeci - Picolo Lagazuoi - farrata Galeria Lagazuoi

 

                26.08.13 - dzien czwarty - Col Rosa - ferrata Ettore Bovero

 

27.08.13 - dzień piąty - Torre di Toblin - ferrata Torre di Toblin

               

                27.08.13 - dzień piąty - Monte Paterno - ferrata Inner De Luca Innerkofler

 

alt

 Nuvolau

 alt

Lagazuoi

alt

Col Rosa

alt

 Torre di Toblin

 

alt

MONTE PATERNO