galeria zdjęć

 

Na KRYWAŃ – niebieskim szlakiem

 W niedzielę -29 sierpnia 2010r, wczesnym rankiem /godz.5.30/ grupa turystyki górskiej przy MOK w Jordanowie, pod kierunkiem przewodników tatrzańskich/ Andrzej Bulanda, Zenon Całyniuk/i organizatorów  wyruszyła w trasę na najwyższy szczyt Tatr Liptowskich- KRYWAŃ .

Było to piąte wyjście od 2008r na szlaki Tatr słowackich. W związku z sygnalizowaną przez uczestników potrzebę częstszego trawersowania Tatr na Słowacji, dyrektor MOK-Jan Hanusiak  wraz z przewodnikiem Andrzejem Bulandą zaplanowali na wakacje 2010r ,aż trzy trasy w górach słowackich,  zgodnie z oczekiwaniami grupy . Jako pierwsze , robiliśmy pamiątkowe zdjęcia  na  Siwym Wierchu( 1805m) , kolejna trasa  to Chopok (2024m) i Dziumbir (20433m),  a Krywań  o wysokości 2494m  zdobyliśmy właśnie 29.08.2010r.

             Duże zainteresowanie szlakiem wycieczkowym na Krywań spowodowało wzrost chętnych do 47 osób, w tym 12  osób dołączyło po raz pierwszy do grupy turystyki górskiej  . Organizatorzy uwzględnili turystyczne potrzeby mieszkańców miasta i gminy Jordanów organizując  dla wszystkich chętnych przewóz i opiekę przewodników tatrzańskich. Wyjechaliśmy  dwoma busami  , mijając po drodze Białkę Tatrzańską Jurgów, Podspady, Żdzar, Wyżne Hagi ,aż do miejscowości -Szczyrbskie Jezioro. Na trasie mieliśmy rozległą panoramę Tatr Bielskich i Wysokich, które już częściowo znamy. Z pomocą przewodników utrwaliliśmy sobie nazwy szczytów górskich i ich położenie w terenie. Osobiście bardzo spodobał mi się Sławkowski Szczyt (2452m) ,górujący nad Nowym Smokowcem- najstarszą miejscowością uzdrowiskową w tym regionie. Na trasie przejazdu ,,Drogą Wolności” widzieliśmy do dziś istniejące  skutki huraganu , który uderzył 19 listopada 2004r na południowe stoki Tatr słowackich. . Dowiedzieliśmy się od przewodnika ,że  wiatr wiał z prędkością 170km/godz, pozostawiając po sobie krajobraz złamanych i przewalonych drzew.

Dla zainteresowanych: Zmiana krajobrazu pod wpływem wiatru została nazwana na Słowacji ,,Wielka katastrofą”/Velka Kalamita/ co oddaje istotę tego zdarzenia. Ogromny wiatrołom miał powierzchnię 12-14 tys.ha, co stanowi ¼ powierzchni leśnej TANAP-u. Las który rósł prawie 70 lat a znikł z powierzchni ziemi w ciągu 3 godzin (od 15-18) w piątkowe listopadowe popołudnie. Drzewa powalone wiatrem zostały usunięte, lecz nadal z traw wystają poczerniałe pnie i korzenie drzew. Na szczęście widzieliśmy też miejsca, gdzie las się powoli odradzał . Po dojechaniu do Szczyrbskiego Jeziora , przewodnicy podprowadzili grupę na punkt widokowy przy jeziorze o tej samej nazwie co miejscowość. Mogliśmy  z tego miejsca podziwiać widoki i wysłuchaliśmy ciekawostek nt. otaczających nas szczytów górskich. Szczególną uwagę zwrócił szczyt Skrajnego Soliska (2093m) o kształtnym szczycie i widoczną na nim trasą kolejki krzesełkowej. Wiemy także ,gdzie jest Szatan(2416m) , najwyższy i najbardziej wyróżniający się szczyt w Grani Baszt.

Wspomnienia wróciły, gdy zobaczyliśmy Osterwę (1984) na której szczycie opalaliśmy się w promieniach słońca w niedzielne popołudnie- 9 sierpnia 2009r.  Następnie przewodnik Andrzej Bulanda poinformował grupę ,że znajdujemy się na wysokości 1346m ,a  ma mamy w planie być na wysokości 2494m. Same cyfry nie robiły na mnie wrażenia, ale dotychczasowe doświadczenia  z wędrówek ,,pod okiem „wręcz biegającego po górach  Pana Andrzeja  nie pozwoliło mi na myśl ,,,że to tylko wyżej o 1148m”. Chwilami myślałam co się za tym kryje , czy starczy mi sił na pokonanie tej trasy i zdobycie najwyższego dla mnie do tej pory, górskiego szczytu?.  Niektórym uczestnikom też towarzyszyły  obawy , chociażby z wiązane z wiekiem. Chciałam  podkreślić że w grupie jest duża rozpiętość wieku , bo od 7 lat do powyżej 60-ciu. Ostatecznie zwyciężyła chęć wspólnej przygody, poczucie bezpieczeństwa ze strony przewodników /organizatorów / i na starcie trasy górskiej  stanęło 47 uczestników z 49 zapisanych. Tą liczbą ustanowiliśmy 29 sierpnia 2010r  rekord liczebności grupy turystyki górskiej przy MOK w Jordanowie.  Nasz pierwszy odcinek wędrówki biegł 4,5 km, niebieskim znakiem do Jamskiego Stawu (1447m), gdzie zjedliśmy posiłek i poznaliśmy dalsza trasę tj. kompleks morenowy Jamy, rozstaj Nad Pawłową , Mały Krywań(2334m ), Żleb Krywiański (2120m) i  Krywań. W stronę  grzbietu Jamy szliśmy pięknym gajem limbowym ,którego zasadzili pracownicy TANAP ,aby upamiętnić Słowackie Powstanie Narodowe. Na prośbę uczestników przewodnik pokazał  i omówił charakterystyczne cechy limby  i zrobił to bardzo skutecznie. Potrafimy już rozróżnić limbę od sosny czy kosówki . Zobaczyliśmy też goryczkę trojeściową –jedyną z grupy goryczek, która nie podlega ochronie. Trasa do Małego Krywania przebiegała nam w promieniach słońca, mieliśmy dobrą  widoczność , pomimo szarych chmur zawisłych w oddali. Skalisto-piaszczyste zbocze Małego Krywania zróżnicowało uczestników na 2 grupy. Gdy już tam dotarłam z jedną z grup / godz.12./  mogłam  odpocząć i podziwiać szczyty Tatr Wysokich i Zielony Staw Ważecki (2113m) .Staw znajdował się ok. 300 m niżej ,ale  koloru wody  nie sposób opisać słowami, trzeba go zobaczyć .  Ponieważ w nasza stronę zaczęła  przybliżać się mgła, przewodnicy podjęli decyzję o wyjściu na Krywań grupy, która zdążyła już  odpocząć na Małym Krywaniu.  Ustalono ,że w sytuacji załamania się pogody  ,druga grupa  nie pójdzie wyżej i będzie czekać na wspinających się. Droga na Krywań nie była łatwa , ale współpraca uczestników organizatorów i przewodnika pozwoliły  na wyjście  na szczyt. Pomogły w tym niewątpliwie sławne kopalnie złota w okolicach Krywania, które do dziś pozostawiły ślady w postaci wgłębień dawnych sztolni.  Być może wielu z nas chciało wyjść  na Krywań, bo doszedł tam w 1839r król saski – Fryderyk August II . Na szczycie , spotkaliśmy pokryte śnieżkiem trawki i 2-ramienny krzyż  z lodowym wieńcem z kwiatów. Ze względu na mgłę, wiatr  i mało miejsca na szczycie zaczęliśmy ostrożnie schodzić w dół. Mgła ukryła straszliwości /dla innych cuda/ przyrody w postaci grani, szczytów i wysokości. Dla wielu z nas było to  korzystne, dla innych nie. W drodze powrotnej z Krywania spotkaliśmy pozostałych uczestników grupy ,którzy wraz z przewodnikiem zdecydowali o wyjściu na szczyt i tego dokonali. Otrzymali  nagrodę w postaci widoków z Krywania i uznanie ze strony  przewodnika i całej   grupy, że pokonali zmęczenie i granitowe głazy. Na Żleb Krawański dotarliśmy o 15.45 ,gdzie  poczekaliśmy na kompletną grupę, wymieniając  w tym czasie wrażenia ze wspinaczki. Ostatnim odcinkiem  naszej już zbiorowej wędrówki był przystanek autobusowy ,,Trzy studniczki” skąd o 18.50 wyruszyliśmy drogę powrotną  do Jordanowa ,ale już busami.                                                                               

                                                                                                                              Ewa Wilk

                                                                                     -uczestniczka wyprawy  na Krywań