galeria zdjęć

 

Z Doliny Chochołowskiej  na Grzesia Rakoń i Wołowiec

 

Jest niedziela -12 września 2010r, wczesny ranek , Grupa Turystyki Górskiej przy MOK w Jordanowie wyrusza na wędrówkę po polskich Tatrach Zachodnich. Tym razem mieliśmy w planie z Doliny Chochołowskiej wyjść na Grzesia (1653 m ) i Rakoń.(1879 m ). Gdy wyjeżdżaliśmy o 6 rano było szaro i mglisto, lecz na szlakach mieliśmy przez cały dzień słoneczną pogodę , cudowny koloryt kosówki i traw porastających stoki.   Grupa uczestników była liczna bo aż 45 osobowa  , a 7 z nich wybrało się z nami w góry  po raz pierwszy.

Po dojechaniu do najdłuższej /ok.10 km/ i największej /35 km 2 / doliny w polskich Tatrach, przewodnik –Andrzej Bulanda przekazał  nam ciekawostki  historyczne ,turystyczne i przyrodnicze  z terenu Doliny Chochołowskiej. Nasza grupa jest bardzo zainteresowana edukacją z tego zakresu , co niewątpliwie jest zasługą naszego przewodnika – Andrzeja. Postanowiłam  opisać większość  treści, które nam przekazywał przewodnik na szlaku, aby uczestnicy  mogli je utrwalić  lub na ich podstawie rozszerzać  zakres wiadomości na podstawie literatury.

A więc...

Dolina Chochołowska nazwę swą zawdzięcza wsi Chochołów ,która powstała już w XVIw .  Dolina znajduje się na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego , ale od 1983r jest  własnością Wspólnoty Leśnej Uprawnionych Ośmiu Wsi z siedzibą w Witowie . Ze względu na dużą powierzchnię  hal i polan  była największym ośrodkiem pasterstwa w Tatrach. Około roku 1930 pasło się na niej 4000 owiec pod opieką 70 owczarzy, a 280 osób zajmowało się pasieniem krów.  Obecnie na terenie doliny prowadzona jest gospodarka leśna i wycinane są drzewa. Polany objęte są wypasem kulturowym  owiec i kóz , który jest formą ochrony ekosystemów . Polany będące własnością TPN nie są wypasane i ulegają zarastaniu lasem. Aby pokonać część odległości z  Siwej Polany  do Polany Huciska wsiedliśmy do dwóch wagoników  kolejki ,,Rakoń” ze stylizowanym na lokomotywę traktorem . Już wiemy , że nazwa polany Huciska zwiazana jest z pracami górniczo-hutniczymi, jakie trwały w tych okolicach aż do drugiej połowy XIX w. Początkowo rudy żelaza wytapiano w tym właśnie miejscu, później zwożono je do huty w Kuźnicach. Do dziś można spotkać pozostałości po sztolniach. Trasa 3,5km drogi kolejki biegła wzdłuż rwącego i czystego  Potoku Chochołowskiego .

Dolina Chochołowska w dolnej części  tworzy głęboki wąwóz, na którym wystepują przewężenia zwane bramami: Niżnią Bramą Chochołowską (987m) i Wyżnią Bramą Chochołowską ( ok.1030 m ). Na pierwszym zwężeniu skalnym  zobaczyliśmy umieszczoną na dolomitowej turni tablicę poświęconą ks. Józefowi Kmietowiczowi- przywódcy Powstania Chochołowskiego wznieconego w 1864r w czasach zaboru austriackiego w obronie hali łąk położonych w Tatrach. Następnie zatrzymaliśmy się na  Wywierzysku Chochołowskim (988 m)  znajdującym się ok.30 m na południe od skały Kmietowicza . Wypływająca z niego woda pochodzi z jaskini Szczelina Chochołowska , ale także z wód Potoku Chochołowskiego ginącego w ponorach. Jego wydajność przy niskim i średnim stanie wody wynosi 300-600 l/s. Ma ono postać stawku o głębokości 1,6m. Wywierzysko było kiedyś głębsze ale górale powrzucali do niego kłody i kamienie, aby zapobiec topieniu się bydła. Czoła grzbietów - Bobrowca i Kominiarskiego Wierchu schodząc się utworzyły Wyżnią Bramę Chochołowską. Przewodnik wskazał nam w urwistych turniach  jaskinię  -Szczelinę Chochołowską, największą w rejonie Dol. Chochołowskiej. Na wysokości 1090-1160 m znaleźliśmy się na największej łące w Tatrach – Polanie Chochołowskiej obejmującej obszar 525 ha.  Jest tu obecnie prowadzony wypas kulturowy owiec- widzieliśmy ich niewielkie stada . Dzięki owcom  polana pokrywa się wiosną krokusami , co stanowi niezapomniany fioletowy widok. Polana Chochołowska jest niezwykle malownicza, a zabytkowe zabudowania pasterskie oddają klimat tamtych pasterskich czasów.

Na  polanie Chochołowskiej zachwycaliśmy się widokami  na Kominiarski Wierch (1829 m), Trzydniowiański Wierch (1758 m) i stoki Grzesia. Uwagę uczestników  zwrócił długi wapienny rząd turni znajdujący się na zboczach Bobrowca (1603 m) - tzw. Mnichy Chochołowskie. Znajdują się one na wysokości 1500m w trawiastym zboczu, które dawniej było wypasane . Niektóre z turni mają  kształt skalnych iglic. Na skraju polany wstąpiliśmy do Kaplicy św.Jana Chrzciciela, gdzie spotkaliśmy ślad /krzyż/ po papieskich wędrówkach  Jana Pawła II po Dolinie Chochołowskiej z dnia 23.VI.1983r.  Śmigłowiec tego dnia  wylądował na Siwej Polanie , skąd ojciec święty pojechał samochodem do schroniska. 

W towarzystwie  ks. kardynała F. Macharskiego i ks. prałata S. Dziwisza  papież udał się na spacer do Doliny Jarząbczej. Odwiedził też bacówkę Wojciecha Zięby Gala z Witowa. Przed wyjazdem powiedział do gospodarzy schroniska ,, Pilnujcie mi tych szlaków”.

O godz.9.00 byliśmy już w Schronisku  Chochołowskim położonym na wysokości 1148 m.. Tutaj zjedliśmy posiłek, podbiliśmy pieczątki w książeczkach GOT, porozmawialiśmy i o godzinie 10.00 żółtym szlakiem wyruszyliśmy  w stronę Grzesia (1653 m). W promieniach słońca i  po dwóch odpoczynkach dotarliśmy na Grzesia o 11.15. Stojący na szczycie drewniany krzyż przypomina ,że w latach 1978-89 na szczycie spotykali się polscy i słowaccy działacze opozycyjni i tędy przemycano literaturę i dewocjonalia religijne.

Z Grzesia wędrowaliśmy dalej za znakami niebieskimi na Łuczniańską Przełęcz (1602 m) przez którą 11 i 12 lutego 1945 przeszła w obie strony wyprawa TOPR po rannych partyzantów radzieckich i słowackich, ukrywających się w chatce leśnej na  Brestowej ( 1902 m).

Na Rakoń będący w tym czasie w chmurach wyruszyliśmy niebieskim szlakiem grzbietem Długiego Upłazu. Nasze oczy cieszyły widoki situ skuciny przybierającej  rudy kolor, fioletowych  wrzosowisk, jaskrawoczerwonych kęp borówek i zielonych  płatów  kosówki.

O 12.55.dotarliśmy na Rakoń  na wysokość 1879 m  n. p.m.  Widok z wierzchołka nie przypominał łagodnego pejzażu Tatr Zachodnich. Dobrą widoczność  mieliśmy  m.in. na Rochacze /Ostry(2084 m)  i Płaczliwy( 2126 m)/ i Łopatę(1958 m).

Ze względu na wczesną godzinę dotarcia na zaplanowane szczyty, Dyrektor MOK -Jan Hanusiak w porozumieniu z przewodnikiem  zaproponował dodatkowe wyjście na Wołowiec (2064 m). Znalazło się wielu chętnych i tylko  10 osób wypoczywało dłużej  w słońcu  na szczycie Rakonia.

Wychodząc na Wołowiec granicą polsko-słowacką napotkaliśmy  płaty śniegu, lecz temperatura powietrza i podejście w górę  pozwoliła  niektórym uczestnikom na wędrówkę bez kurtek. Dyrektor zrobił grupie pamiątkowe zdjęcie z bałwankiem -  latem. Widoki ze szczytu rozciągały się na Liptów , Orawę i Podhale. Zapewniam, że warto je zobaczyć.

Po ponownym spotkaniu się całej grupy na Rakoniu, przewodnik pokazał nam odsłonięte z chmur słowackie Stawy Rochackie i w dole Czarną Młakę. Szlakiem znakowanym na niebiesko zeszliśmy z Rakonia w prawo i  na 15.00 byliśmy na  Przełęczy Zabrat (1656 m). Osobiście nie mogłam się nacieszyć widokami i wysoką   temperaturą powietrza . Przewodnik prawdopodobnie widząc radość grupy , wyrecytował nam z pamięci wiersz w języku słowackim ,który po przetłumaczeniu ma następującą treść:

 

,,Kiedy w życiu spotkasz człowieka,

który by nie miał dla Ciebie uśmiechu,

chociaż na ten uśmiech z utęsknieniem czekasz ,

bądź wielkoduszny i Ty obdarz go swoim uśmiechem ,

bo nikt tak nie potrzebuje uśmiechu ,jak ten co go nie ma dla innych ludzi

Następnym naszym punktem docelowym była Tatliakowa  Chata ( 1360 m) w Dolinie Rohackiej do której zeszliśmy mocno trawersującym szlakiem . Tutaj mieliśmy  dłuższy czas  na posiłek własny lub z bufetu, odpoczynek i rozmowy z przewodnikiem nt. trasy następnej wycieczki . Tuż za chatą podeszliśmy do Tatliakowego Stawu ( Czarnej Młaki), który widzieliśmy z całej grani od Wołowca na Rakoń.  Jest to niewielki stawek o długości ok. 70 m z kamienistymi mulistym dnem. Mamy z tego miejsca pamiątkowe zdjęcia.

Ostatnim miejscem naszego pobytu  na Słowacji była malownicza  Dolina  Rohacka. Po drodze na parking zatrzymaliśmy się przy głazie z napisem na deskach :,,Co miłość w górach stworzyła, niech dobra wola zachowa”. Nastąpiła chwila na osobiste refleksje.

Zadowoleni wyjechaliśmy busami o 17.15 do Orawicy na ciepłe źródła.

W Jordanowie , organizatorzy podziękowali uczestnikom za wspólnie spędzony czas. Uczestnicy nie szczędzili ciepłych słów w stronę organizatorów wyprawy. Rozeszliśmy się do swoich domów z myślą aktywnie  spędzonego dnia  w towarzystwie tych, dla których góry stały się i stają się pasją.

 

                                                                                           Ewa Wilk

                                                                Uczestniczka Grupy Turystyki Górskiej

                                                                            przy MOK w Jordanowie