galeria zdjęć

 

 Dzień 1 - podróż

Wyjechaliśmy z Jordanowa w czwartek 22.08.2013 ok. godz. 15,30 do Suchej Beskidzkiej, skąd po przepakowaniu się - nieco po godz. 16 - ruszyliśmy w drogę. W 10 osobowym składzie z trudem zmieściliśmy się do dwóch samochodów – chcąc zminimalizować koszty wyjazdu – musieliśmy załadować m. in. namioty, materace, butle z gazem, śpiwory, sprzęt do asekuracji na ferratach itp. 

Pojechaliśmy przez przejście graniczne w Zwardoniu  do słowackiej Żyliny, a stamtąd już autostradą dotarliśmy wieczorem do Bratysławy. Przez most na Dunaju – skąd mogliśmy dojrzeć położony na pobliskim wzgórzu Bratysławski zamek – dojechaliśmy wkrótce do przejścia granicznego z Austrią.

Przez pierwsze kilometry na ziemi austriackiej mogliśmy obserwować niezliczoną ilość wiatraków - ten sposób pozyskania energii jest w północnej Austrii bardzo popularny. Wkrótce zapadła noc,  a my pojechaliśmy w stronę Włoch najpierw skrótem w pobliżu granicy z Węgrami – omijając zdecydowanie od wschodniej strony Wiedeń. a następnie od miejscowości Wiener Neustadt znowu autostradą (ok. 300 km) mijając obwodnicami Graz i Klagenfurt (po drodze liczne tunele) Po godz. 1 w nocy zatrzymaliśmy się na przyautostradowym parkingu, zjedliśmy kolację i nadszedł czas na krótki nocleg. Nie był to 5 gwiadkowy hotel – część z nas zdecydowała się na nocleg w śpiworach na pobliskiej trawie inni spali w samochodach.

Dzień 2 – dojazd i pierwsza ferrata

Rano obudził nas dzwon z leżącego na pobliskim wzgórzu kościoła i po raz pierwszy na naszej trasie zobaczyliśmy Alpy – w tym rejonie stosunkowo niewielkie.

Po śniadaniu ruszyliśmy w drogę, wkrótce dojechaliśmy do  Villach gdzie opuściliśmy główną autostradę łączącą Wiedeń z Rzymem, zmieniliśmy kierunek jazdy na płn zachodni i jeszcze kilkadziesiąt kilometrów jechaliśmy autostradą do miejscowości Spittal – po drodze najdłuższy na naszej trasie ponad 4 kilometrowy tunel.

Kolejny etap to ponad 100 km przejazd na zachód doliną rzeki  Drawa (Drau) do miejscowości Lienz – centrum wschodniego Tyrolu. Trasa bardzo malownicza, na południe mieliśmy widoki na Alpy Gailtalskie, później na Alpy Karnickie ze szczytami ponad 2700m a na północ widoki na należącą do Wysokich Taurów Kreuzeckgruppe (także szczyty ponad 2700m.) Byliśmy pod wrażeniem także doskonałego wykorzystania ziemi w terenach górskich – niemal wszystkie możliwe do wypasu tereny są wykorzystane, niemal zupełnie brak nieużytków. 

Z Lienzu do Włoch pozostało niecałe 50 km, zatankowaliśmy więc do pełna nasze samochody (we Włoszech paliwo jest znacznie droższe niż w Austrii) i doliną Val Pusteria dojechaliśmy do granicy w miejscowości San Candido skąd do celu zostało niecałe 40 km.

W miejscowości Dobiacco (znanej z występów Justyny Kowalczyk) zmieniliśmy kierunek jazdy na południowy i wjechaliśmy w Dolomity.

Krętą miejscami drogą z kapitalnymi widokami na otaczające nas szczyty dojechaliśmy do Cortina d’Ampezzo.  Zatrzymaliśmy się na przedmieściach w przysiółku Fiames i stamtąd ogladaliśmy nasze ewentualne cele.

Część uczestników z niedowierzaniem obserwowała ściany i filary skalne którymi przebiegają ferraty – chyba zrobiły duże wrażenie.

Przejechaliśmy przez centrum Cortiny i dojechaliśmy na camping Rocchetta który przez 5 kolejnych nocy był naszym domem. Widoki z Campingu jak i z samej Cortiny wspaniałe, z jednej strony liczące ponad 3200 m wierzchołki Tofane: di Mezzo, di Dentro i di Rozes, z drugiej masyw Sorapis (powyżej 3100m) z trzeciej Cristallo (także ponad 3100m.). Jakby bramę wejściową od północy do Cortiny stanowią szczyty Col Rosa (na który później weszliśmy ferratą) oraz Punta Fiames w masywie Pomagagnon.

Cortina d’Ampezzo to miejsce zimowej olimpiady w 1956 roku a dzisiaj to jedno z najbardziej znanych kurortów górskich we Włoszech, odpowiednik naszego Zakopanego.

Po rozbiciu namiotów, rozpakowaniu się i obiedzie ruszyliśmy na pierwszą wycieczkę. Cel - łatwa ferrata Giovanni Barbara przy wodospadzie Cascada Fanes. Po kilkunastominutowym przejeździe do leśnego parkingu ruszyliśmy szutrową drogą w głąb doliny. Po kilkudziesięciu minutach doszliśmy do efektownego mostu Ponte Outo i podeszliśmy do początku ferraty.

Po ubraniu sprzętu - uprząż, lonże z karabinkami i absorberem energii w razie ewentualnego upadku (wyjątkowo kasków nie ubieraliśmy) – podeszliśmy łatwym ale ubezpieczonym trawersem bezpośrednio pod spadający z góry wodospad. Następnie nieco tylko trudniejszym choć już bardziej stromym terenem zeszliśmy na dno głęboko wciętego wąwozu i  spryskiwani kropelkami wody oglądaliśmy tym razem wodospad z dołu. Następnie wyszliśmy na przeciwną stronę wąwozu i z wygodnego punktu widokowego odpoczywając oglądaliśmy wodospad i przebytą trasę. Przy powrocie do samochodów spotkał  nas pierwszy w Dolomitach deszcz. Towarzyszył nam niestety w zakupach i krótkim wieczornym spacerze po Cortinie (która w deszczu traci wiele ze swojego uroku).

Niestety deszcz przeszkadzał nam także w przygotowaniu kolacji, nie widzieliśmy jeszcze że będzie nam towarzyszył codziennie.

Program pierwszego górskiego dnia został zrealizowany - w tym zapoznanie się wszystkich z praktycznym użyciem sprzętu na łatwej ferracie. – w planie na kolejne dni - coraz trudniejsze, bardzo widokowe i ciekawsze ferraty

                                                                                                                uczestnik wycieczki - Andrzej

 

alt