Drukuj
Odsłony: 3513

galeria zdjęć

….. a teraz Babia Góra

 

       Od dawna członów grupy turystyki górskiej istniejącej przy jordanowskim  MOK-u interesowało wyjście na ośnieżoną Królową Beskidów Zachodnich – Babią Górę (1725 m n.p.m.). Taka okazja nadarzyła się w ostatnią sobotę kwietnia – 24.04.br.. Warunki pogodowe idealne na tego typu wędrówkę. Niebo prawie bezchmurne, temperatura niezbyt wysoka, z jordanowskiego rynku w oddali widnieje charakterystyczna sylwetka „Diablaka” – a więc zarzucamy plecaki, kijki w dłonie i spotykamy się pod „Basztą”. Czekamy „studenckie 15 minut”, wykonujemy kilka telefonów do stałych uczestników i wyjeżdżamy w kierunku Zawoi. Jazda przebiega szybko – bo tematów i humoru nie brakuje, wspominamy ciekawsze epizody z poprzednich wycieczek i nawet się nie obejrzeliśmy jak znaleźliśmy się na parkingu w pobliżu Przełęczy Krowiarki (zwanej również Przełęczą Lipnicką - 1012 m n.p.m.). Wysiadka. Jest super – rześkie powietrze, pogoda idealna, mało samochodów na parkingu, a więc nie będzie tłoku na szlaku – o to chodzi ! Zatrzymujemy się na chwilę na Przełęczy, gdzie kilka istotnych informacji o miejscu przekazuje nam nasz stały przewodnik Andrzej Bulanda. Następnie podchodzimy do tablicy upamiętniającej ostatnią górską wycieczkę Karola Wojtyły ( 9 września 1978 r.) oraz pod symboliczny grób prof. Zenona Klemensiewicza – wybitnego polskiego językoznawcy ( zginął w katastrofie lotniczej pod Policą w 1969 r. ). Na Przełęczy znajduje się również punkt informacji Babiogórskiego Parku Narodowego, w którym pobierane są opłaty za wejście na szlaki BPN. Dla naszej grupy jednak wyjątek – wejście gratis. Czyżby specjalne względy, znajomości ? Nie, nic z tego – po prostu opłaty są pobierane od 01.05.– 30.09. każdego roku – a my jesteśmy

z tygodniowym wyprzedzeniem i dlatego specjalny bonus. Jeszcze tylko kilka wspólnych fotek, łyk herbaty i na szlak. Mamy do wyboru kilka wariantów: czerwony na szczyt Babiej Góry ( przez Sokolicę, Kępę, Gówniak) lub niebieski zwany Górnym Płajem do schroniska na Markowych Szczawinach a stąd na szczyt szlakiem czerwonym ( przez Przełęcz Bronę). Zwycięża wariant pierwszy, idziemy szlakiem czerwonym. Różnica wzniesień wynosi ok. 700 m.. Uważamy, że lepiej wychodzić „ostrzejszym” podejściem a relaksować się spacerowym zejściem – czyli szlakiem niebieskim. A ponadto słońce świeci nam prosto w twarz wybierając szlak czerwony i to również był argument – jeżeli chcemy wrócić przynajmniej trochę opaleni. Na pierwszym odcinku do Sokolicy dawał znać o sobie tzw. „dług tlenowy”, a więc nasza niewielka grupa to rozciągała się, to zwężała. Wiedzieliśmy, że to efekt przestoju zimowego wpływającego na osłabienie kondycyjne u niektórych, ale solidarnie nie wypowiadaliśmy się na ten temat. Kto wie czy za kilka kilometrów dług tlenowy nie pojawi się u mnie ? Szlak z wiosennego, w miarę pokonywania metrów, zamieniał się w lekko zimowy. Zaliczamy jakby dwie pory roku. No i wreszcie Sokolica ( 1367 m n.p.m.) a stąd piękny widok na Babią Górę, Pasmo Jałowieckie, Pasmo Polic oraz Zawoję. Nie jesteśmy tu przecież pierwszy raz a miejsce to kolejny raz urzeka. A w dodatku wyjątkowa pogoda i ta widoczność. W pierwszej chwili zapominamy o zmęczeniu i wpatrujemy się w otaczającą panoramę. Dopiero po chwili już zrelaksowani przypominamy sobie o takich prozaicznych sprawach jak mały posiłek czy łyk kawy, herbaty. Jeżeli ktoś nie ma kawy – nie ma problemu, zawsze ktoś drugi zaproponuje. W miarę upływu czasu i drogi – co kto ma,  tym częstuje pozostałych. To stało się już normą. Takie zwyczaje panują w naszej grupie i nie tylko. To tylko taka mała solidarność ludzi na „szlaku”. Wokół nas pojawiło się już trochę innych grup i pojedynczych turystów, a więc trzeba zrobić miejsca innym i rozleniwieni ruszamy dalej przez Kępę ( 1521 m n.p.m), Gówniak (1617 m n.p.m. – nazwa nieprzypadkowa, bo wzięła się od odchodów pasących się tutaj do końca XIX  wołów) w kierunku szczytu. Scenariusz w miarę pokonywania wysokości przybiera barwy zimowe. W miarę zbliżania się do szczytu zauważamy też zwiększony ruch turystów na szlaku. Przekrój wiekowy różny, ale kultura pełna. Praktycznie nie ma przypadku abyśmy się wzajemnie nie pozdrawiali. I tak jest w górach. Tych niższych i wyższych. Czyżby panowała zasada, że im bliżej nieba tym bardziej się szanujemy ? Chyba tak – bo na „dole” bywa z tym różnie. Jeszcze kilkadziesiąt kroków i cel będzie osiągnięty. Trochę po śniegu, trochę po wystających głazach i gęsiego wchodzimy na „Diablak” (1725 m n.p.m.). Zrzucamy z siebie plecaki i chowamy się za kamienny murek, osłaniający turystów od wszędobylskiego wiatru. Każdy znajduje swoje wgłębienie w skałkach i zabieramy się do „kanapkowego obiadu”. Odpoczywamy trochę dłużej i podziwiamy panoramę rozpościerającą się ze szczytu. Widoczność nie jest idealna, ale i tak widać pasma Beskidu Śląskiego, Makowskiego, Wyspowego, Gorc, Kotlinę Orawsko-Nowotarską i zamglone Tatry. Przechodzimy na południe, na stronę słowacką aby nie ominąć ważnego punktu tuż pod szczytem, a mianowicie: kamiennego obelisku z pamiątkową tablicą, poświęconego papieżowi Janowi Pawłowi II. Obelisk ten  został ufundowany przez mieszkańców czterech orawskich wsi: Półgóry, Rabczy, Rabczyc i Sihelnego na pamiątkę papieskich pielgrzymek na Słowację i odsłonięty 17 sierpnia 1996 roku. Tradycyjne kilka słów, które sprowadziły się do kilkunastominutowego opowiadania, na temat historii schronisk na Babiej Górze, szlaków i otaczających pasm górskich przekazuje nam nasz Przewodnik. Między innymi o nieistniejącym już schronisku  wybudowanym w latach 1904-1905 przez  niemiecki związek turystyczny Beskiden-Verein, który był solą w oku wielu polskich działaczy turystycznych i samych polskich turystów. Schronisko przestało istnieć ostatecznie w 1949 r. w wyniku pożaru. Obecnie pozostały po nim resztki fundamentów. Ruszamy dalej szlakiem czerwonym przez Przełęcz Bronę ( 1408 m n.p.m.) w kierunku schroniska PTTK na Markowych Szczawinach. Zejście przypominało raczej zjazd, trochę na butach, trochę na czym kto może. Schodzimy północną stroną, gdzie przeważa lód ze śniegiem. Stopniowo warunki się jednak poprawiają i dochodzimy na Polanę Markowe Szczawiny ( 1180 m n.p.m.). Większość z nas już wielokrotnie tu bywała, ale po raz pierwszy zobaczyliśmy nowe oblicze schroniska  PTTK im. Hugona Zapałowicza. Nowy obiekt jest ciekawie zaprojektowany, posiada około 40 miejsc noclegowych i funkcjonuje w oparciu o urządzenia przyjazne dla środowiska. Zastąpił on stary, wysłużony obiekt założony przez dr Zapałowicza ( botanika, podróżnika) w roku 1906. Właściwie to przyszliśmy tu o jeden dzień za wcześnie, ponieważ w następny dzień – tj. 25 maja br. odbyło się tutaj uroczyste, ponowne otwarcie nowego schroniska przy udziale licznych gości i odprawiona była uroczysta Msza Św. w intencji turystów i gospodarzy obiektu. Pogoda na Polanie wspaniała, więc po obowiązkowym zapoznaniu się z nowym schroniskiem – czas na relaks, opalanie się, posiłek a następnie krótkie zwiedzanie niewielkiego Muzeum Turystyki Górskiej założonego w 1966 r.. Obok schroniska znajduje się także dyżurka GOPR. Trudno jest nam się zmobilizować w dalszą drogę, a przed nami przynajmniej 2 godziny marszu. Rozsądek bierze jednak górę i zarzucamy plecaki. Trasa, która nas czeka to szlak niebieski długości ok. 6 km w kierunku Przełęczy Krowiarki. Szlak ten prowadzi po części tzw. „Górnego Płaju” – starej drogi myśliwskiej wybudowanej w II połowie XIX wieku przez Habsburgów  żywieckich (właścicieli lasów babiogórskich). Jest łatwy turystycznie, prowadzi przez naturalny las świerkowo – bukowy, wzdłuż którego znajduje się kilka jeziorek, z których największe to Mokry Stawek o pow. 450 m2 i głębokości 2,5 metra. Na chwilę zatrzymujemy się przy nim. Wcześniej jeszcze mijaliśmy początek szlaku żółtego -„Perci Akademików”, a następnie początek szlaku zielonego – „Perci Przyrodników”. Nawet nie wiadomo kiedy, a docieramy do miejsca z którego rozpoczęliśmy dzisiejszą wędrówkę – Przełęcz Krowiarki. Powoli dochodzimy do parkingu, niechętnie wsiadamy do samochodów i ruszamy w kierunku Jordanowa przez Zubrzycę, Sidzinę i Bystrą. W trakcie jazdy krystalizuje się stopniowo cel następnej wyprawy (Małe Pieniny), o ile pogoda nie pokrzyżuje planów i o ile pozostali uczestnicy zaakceptują tę propozycję. Dobre warunki na drodze, pogoda, zgrane towarzystwo i tematów  nowych przybyło -więc szybko dojeżdżamy na miejsce. Na dzisiaj wystarczy relaksu, więc wysiadamy, żegnamy się i odruchowo spoglądamy w kierunku zachodnim. W oddali widniała odległa, ale majestatyczna sylwetka naszej dzisiejszej wędrówki – Babia Góra.

 Zbigniew Godyń